Witaj!

O mnie

W tym pierwszym wpisie chciałabym wszystkich serdecznie powitać oraz się przedstawić 🙂

Jestem Agata i… zmądrzałam.
Mianowicie, postanowiłam nie tyle podzielić się swoim doświadczeniem w walce ze skoliozą, co pokazać, że można z nią wygrać.
Nie wiem, dlaczego wcześniej nie chciałam tego zrobić. “Bo to głupie, nudne, no weź”, kojarzy mi się, że tak twierdziłam. Teraz to widzę oraz nazwę to wprost: to było samolubne.
Bo bez operacji – dosłownie – wygrałam ze skoliozą.

Szukałam podobnych sobie przypadków. Kiedy ich nie znalazłam, przeprowadziłam dochodzenie będące nerwowym rozgrzebywaniem internetu.

Za rozsądny zasięg poszukiwań uznałam 10 stron w wyszukiwarce – tyle normalny człowiek byłby skłonny przejrzeć. To, co znalazłam, mnie wprost zaniepokoiło.
Wyniki były pojedyncze i większość blogów szybko pozamierała. Wszystkie traktowały o operacji. Z ostatniego roku tylko dwa dalej funkcjonują. Wszystkie inne blogi o skoliozie zawierają suche formułki i porady medyczne. Na którejś ze stron wyszukiwania pokazało mi się już nawet tłumaczenie słowa “skolioza” z bab.la…
Już poddenerwowana, przekopałam zagraniczne strony. I tu większość traktowała o skoliozie pod kątem medycznym.

Gdzie Wy jesteście, Wy wszyscy, którzy wygrali ze skoliozą. Szukałam naprawdę uparcie. Więc tym bardziej nie znajdą Was normalni ludzie.
W obecnych czasach, jak nie ma Cię w sieci, w pewien sposób nie istniejesz. Przykro mi. Że milczysz o swoim sukcesie.

Co więcej, w trakcie moich poszukiwań niemal potykałam się o „skoliozy nie da się wyleczyć… jest chorobą progresywną… leczenie gorsetem ma na celu tylko zahamowanie postępu choroby…” powtarzającymi się jak jakaś koszmarna mantra.
Na jakimś forum też dowiedziałam się, że przy 30-stopniowym skrzywieniu nie ma szans na poprawę. Cóż, jak na przekór temu wszystkiemu, moje wynosiło 38,5*, a więc byłam na skraju stołu operacyjnego. Na dodatek nosiłam ten bezużyteczny gorset a mój lekarz powtarzał, że moja skolioza jest wyjątkowo waleczna.

Wyprostowałam się do 24 stopni.
Jakaś łaska boża? Szczęście? Przypadek? Udało mi się?
Nie.
Zapracowałam na to. Ciężko, dzień po dniu, przez lata.

Dlatego też, trzymając to dla siebie, byłam samolubna.
Bo każdy zasługuje na życie bez ograniczeń, jakie ja mogę teraz wieść.
Bo milcząc o moim sukcesie, odbieram szansę innym.
Bo chcę, żebyś podjął walkę, nierówną i ciężką, i tak jak ja mógł po latach spojrzeć wstecz, ze zdumieniem pokręcić głową i powiedzieć sobie: dokonałem/-am tego.

Pozwól więc, że Cię przeprowadzę – w pewien sposób dosłownie – przez swoje życie. A wierz mi, jest do czego zmierzać 🙂

A jeśli nie masz skoliozy, również zachęcam Cię do lektury. Myślę, że i dla siebie coś znajdziesz 🙂

 

Dodaj komentarz