Świadectwo Oli.

gorset inspirujące przypadki

Często jest tak, że mimo zaciekłej walki skolioza nie chce się zmniejszyć i zdaje się, że wtedy jedynym wyjściem pozostaje operacja.

No, właśnie.
“Zdaje się”.

Poznajcie Olę, która dowiedzie Wam, że operacji bynajmniej mieć nie trzeba i że ze skoliozą można być szczęśliwym, i mieć normalne życie.

***

Skoliozę wykryto u mnie w wieku 7 lat. Na początku było to około dwadzieścia kilka stopni.

Zaczęłam rehabilitację… Jeśli w ogóle można to nazwać rehabilitacją. Chodziłam na nią kilka razy w tygodniu, po szkole i robiłam jakieś ćwiczenia z kijkiem czy piłką. Te ćwiczenia były na jedno kopyto – dla wszystkich takie same.
Chodziłam tam jakieś 3 lata.

Koleżanka babci – i inni zresztą też – zaczęli zauważać, że przechylam się na jedną stronę. Poszłam z mamą do ortopedy, miałam zrobione rtg i okazało się, że mam ok. 50 stopni.

Wszyscy, oczywiście, przerażeni, jak to się mogło stać.

Lekarz skierował nas do Trzebnicy koło Wrocławia. Myślę, że dla osób w temacie znana miejscowość.
Miałam wtedy 12 lat, bo właśnie wtedy tak mi się pogorszyło. Byłam tam 3 tygodnie. Rehabilitacja wcale nie lepsza niż ta, na którą wcześniej chodziłam. Wszyscy ćwiczyli to samo – jakieś ściąganie łopatek.

No, powiedzmy sobie szczerze, ćwiczenia symetryczne dla skoliozy wiele nie pomogą.

Były zajęcia na maszynach. To były jakieś orbitreki, rowerki, wiosła… Nie wiem, jakie to miało przynieść efekty. Były też zajęcia na rozciąganie. Ogólnie mówiąc, żadnych ćwiczeń stricte na skoliozę.

I tak minęły te 3 tygodnie.
… W trakcie których, na jednej z końcowych wizyt, lekarz powiedział, że moja skolioza kwalifikuje się do operacji.

Byłam wtedy sama, bez rodziców. Bardzo się przestraszyłam, że bez mojej zgody będą mnie operować. Wtedy jeszcze tak wszystkiego nie wiedziałam.
Ale, zadzwoniłam, zapłakana, do mamy, a ona mnie uspokajała, że żadnej operacji nie będzie, że się nie damy.

Mama załatwiła mi pobyt na turnusie rehabilitacyjnym w Zgorzelcu. Gdzieś o tym usłyszała i postanowiła spróbować. Miałyśmy ogromne szczęście, bo tam z reguły ciężko było się dostać, ale ktoś w tamtym momencie zrezygnował i jak na zawołanie było dla nas miejsce.

Bez chwili zawahania powiedziałyśmy, że jedziemy; że trzeba coś z tym zrobić.

I tak z jednego szpitala, z przerwą 3 dni, trafiłam do drugiego.

Jak przyjechałam do Zgorzelca, to miałam 52° i 41° rotacji kręgów. To jest ogromna rotacja.

No i się zaczęło.

Nowe ćwiczenia, tym razem dopasowanie pode mnie.
Maszyna FED.
Elektrostymulacja i trakcja.
Później konsultacje z gorseciarzami i nowy gorset.

Przez cały pobyt w tym przypadku musiał być rodzic, bo niestety, stojąc w maszynie, jest ryzyko lekkiego czy całkowitego omdlenia.
Ale dzięki temu, że był że mną rodzic, to mógł też ze mną ćwiczyć w domu, zastępując rehabilitanta ze szpitala.

Po pierwszym turnusie była poprawa postawy, to na pewno. I wydaje mi się, że dzięki rehabilitacji w Zgorzelcu i ogólnie tym pozbycie tam wszystko się zmieniło. W środku, niestety, nic się nie zmieniło.

Kupiliśmy do domu stół do rehabilitacji, różne wałki, żeby jak najlepiej odwzorować ćwiczenia te wykonywane w szpitalu.
Gorset nosiłam przez jakiś czas do szkoły. Później go odstawiłam, co było ogromnym błędem i nosiłam już tylko na noc.

Minął rok i pogorszyło mi się do 56°.
Już nawet profesor, znów, przypominał, że to już podlega operacji.

Jednak my się na to nie godziłyśmy i walczyliśmy dalej, póki mogłyśmy.

Rotacja się zmniejszyła.
Do 27°.
To było, w tamtym momencie, dla mnie najważniejsze.
Nareszcie jakiś postęp.

Na tym się jednak skończyło.
Do tej pory mam 56° i te 27° rotacji. Mam skrzywienie jednołukowe, piersiowo-lędźwiowe, ale mam też takie małe w odcinku szyjnym (co jest normalne przy tak dużym skrzywieniu).

Pomimo że mam już te 18 lat, niedługo 19 i stwardnienie kości (5), to i tak dalej ćwiczę.
Bo wydaje mi się, że te ćwiczenia dużo dały. Jednak na 100% tego nie wiem, to tylko moje przypuszczenia.

Przez ponad 6 lat codziennych ćwiczeń udało się tak wypracować moje ciało, że jak powiem komuś, jak dużą mam skoliozę, to nie może uwierzyć.
W środku poskręcana, a na zewnątrz nic nie widać, aż trudno w to uwierzyć.

Ćwiczenia te związane ze skoliozą cały czas ćwiczę, natomiast na wf-ie nie, ponieważ uważam, że jest zbyt dużo rzeczy, które mogłyby mi zaszkodzić, a szkoda mi tylu lat pracy. A tak poza tym chodzę 3 razy w tygodniu na basen. W sumie to stało się moją pasją.
Jak to większość mówi “pływaj, kręgosłup ci się wyprostuje”.
Ale niestety nikt nie powiedział, jakim stylem nie mogę.
Więc na początku pływałam żabką, jak po kilku latach się okazało, tego akurat nie mogłam 😏
Ale zaczęłam kraulem i jest cudownie.

Na co dzień zdarzy się ból kręgosłupa, ale zazwyczaj zakładam mój kochany gorsecik i wszystko jest dobrze.
Jedynie czego się wstydzę to schylania się, bo wtedy wszystko widać, ale ogólnie, jak na co dzień chodzę, to nawet jakoś bardzo ta skolioza mi nie doskwiera.

Wiadomo, każdy organizm jest inny. Ja miałam to szczęście, że wszystko dobrze się potoczyło 😊

Z perspektywy czasu bardzo żałuję, że nie nosiłam gorsetu, bo mogłoby być jeszcze lepiej. Kiedy ciało było wiotkie i elastyczne. Teraz trzeba tylko pielęgnować to, co jest 😏

Przez te wszystkie lata były momenty załamania, np. przed opinią. Patrząc na rtg, chciało mi się płakać. Bałam się zawsze, co powiedzą specjaliści.

W takich przypadkach wsparcie rodziców czy osób bliskich i ich słowa motywacji, i działania są bardzo ważne. Tego się wprost nie da ocenić.
Moim motywatorem do ćwiczeń była moja mama.

Dlatego rada dla nas wszystkich, krzywusków 😊 Trzeba walczyć, nie wiadomo co, bo kiedyś się będzie żałować, że się nie spróbowało. Czasami jest tak, że operacja jest jedynym wyjściem, no, niestety. Ale jeśli jest się w stanie jakoś temu zapobiec, to trzeba walczyć!!

***

Ja nie mam nic do dodania.

“Trzeba walczyć, bo się kiedyś będzie żałowało, że się nie spróbowało”.

Chociaż, nie, mam.

Wyrazy niedających się zmierzyć szacunku oraz dumy względem Oli, że stoczyła tak zaciekłą walkę i nigdy się nie poddała, i że daje teraz innym nadzieję oraz wspaniały przykład.

Aha. I posłuchajcie rady Oli, i odetnijcie kotwice, kontakty z ludźmi, którzy miast wypierać Was ku górze, ciągną na dno, trzymając w miejscu.

Dodaj komentarz