Skolioza po zakończeniu wzrostu – ja.

moje metody skolioza u dorosłych

Jakimś cudem, tworząc miniony wpis o skoliozie po zakończeniu wzrostu, kompletnie zapomniałam, że nie tylko sama mam skoliozę, ale jestem dorosła 😉 i mam z nią doświadczenie – także, uwaga, z jej postępowaniem.
Bowiem nie jest tak, że i moja skolioza jest stabilna.

Zwykle nie mam z nią problemów. Są jednak sytuacje bądź okresy, że się pogarsza. Jakie? Już Wam mówię.

1)  Dotąd w wakacje parałam się dorywczymi pracami jak sprzątanie, a jeszcze wcześniej – przy linii produkcyjnej. I niezależnie od moich starań, by wykonywać dane czynności na obie strony czy np. kucać miast się schylać, dawało mi się to we znaki i czułam oraz zauważałam pogorszenie w moim skrzywieniu.

W tym miejscu pozwolę sobie wspomnieć pouczające zdarzenie z mojej robotniczej przeszłości 🙂

Miało to miejsce parę lat temu, w Holandii. Zostałam posłana do pracy do zakładu, gdzie pakowało się owoce i warzywa. Pewnego razu przez 16 godzin, do pierwszej w nocy, pakowałam pomidory. Zdjąć dwu-/pięciokilogramową skrzynkę z górnej taśmy, odważyć 600g pomidorów, przełożyć pudełeczko na dolną taśmę, zdjąć skrzynkę z górnej, odważyć, odłożyć na dolną, i tak 16 godzin.
Tuż przed pierwszą w nocy przyszło jeszcze zamówienie na parę palet pomidorków koktajlowych (które, każde w sklepie, zawsze mi się z tym kojarzą), na co wszystkim łzy stanęły w oczach. Na szczęście zostało ono anulowane ;).
Następnego dnia… Znaczy się, tego samego :), ból pleców był tak niemożliwy, że nie byłam w stanie ustać na nogach. Czułam się, jakby ktoś dosłownie wbił mi w nie nóż. Mimo moich protestów, dałam się wypędzić do pracy do tego samego zakładu. Szczęśliwie, mimo młodego wieku, uznałam, że żadne pieniądze nie są warte poniszczenia sobie pleców na lata i widocznie nie jest mi dane tak zarabiać. I tak też na pierwszej przerwie oznajmiłam, że ja pracować dalej nie będę – i nie czekając nawet na wypłacenie tych ciężko zarobionych pieniędzy, wróciłam do Polski.
Była to agencja pracy Axidus. Informuję o tym, bowiem sądzę, że dziadostwo należy wskazywać palcem i tępić.

Uważam te doświadczenia za pouczające. Nauczyły mnie, by zrobić wszystko, by do nich nigdy nie wrócić 🙂 Także biorąc pod uwagę swoje plecy.

Na szczęście po zaprzestawaniu tych prac, po pewnym czasie wykonywania dawnych ćwiczeń rehabilitujących, skrzywienie wracało do normy i plecy przestawały doskwierać.

2) Przez pewien czas połakomiłam się o luksus i korzystałam z obrotowego krzesła – co gorsza, przy bodaj najgorszym biurku, jakie historia meblarstwa widziała. Powinno mi być w nim wygodnie, ponieważ ciało przyjmuje najdogodniejszą mu, bo krzywą pozycję – ale nie było. Korzystanie z niego było jak dziwne swędzenie w głowie, aż wreszcie dałam sobie spokój i nie bez ulgi wróciłam do swojego standardowego stanowiska pracy – zwykły taboret i najzwyklejszy w świecie stół 😉
Ten krótki, 2-tygodniowy epizod sprawił, że kręgosłup mi się pokrzywił (objawia się to u mnie spłyceniem wgłębienia w talii po prawej stronie, uwypukleniem garba i ogólnym dyskomfortem, jakby poszczególne części mojego ciała nie chciały ze sobą współgrać). Na szczęście poprawną postawę mam tak utrwaloną, że wiedziałam, że w przeciągu paru dni to przeminie. Nic więc z tym nie robiłam poza powrotem do wyrobionych nawyków – i tak też się stało.

3) Bardzo ostatnio, bo do przedwczoraj, miałam zryw na ćwiczenia mięśni brzucha. Przyznaję, zainspirowała mnie do tego niesamowita Hayley, która brzuch sobie bez problemów ćwiczy. Uznałam, skoro ona z takim skrzywieniem może – to i ja!
W swojej zachłanności jakoś zapomniałam, że kompletnie poniechałam ćwiczeń brzucha, bo doszłam do wniosku, że są nienaturalne i brzuch się wyrabia przy innych ćwiczeniach oraz czynnościach. Zachciało mi się wyrzeźbionego brzuszka i koniec.
Po ledwie paru dniach skolioza oczywiście się pogorszyła. Ba, już w trakcie ćwiczeń czułam, jak zwykle, że coś mi nie pasuje, jest niewygodnie, no ale co, przecież skrzywienie się nie pogorszy. W końcu, pokonana, poniechałam tej przelotnej ambicji.

Strzałem w stopę, jaki sobie sprawiłam pod koniec roku, było też pouczęszczanie na mniej forsowne ćwiczenia dla kobiet, gdzie było bardzo dużo ćwiczeń izometrycznych. Niezależnie, jak się staram, nie jestem w stanie wykonywać ich poprawnie i mnie męczą, i czuję, że krzywią. Zwłaszcza te brzucha. Nie i koniec. Trudno. Wolę się podciągać na drążku :).

4) Okresowe kontuzje. Pod koniec minionego roku, będąc w górach, uszkodziłam sobie kostkę i skończyło się to utykaniem, a w konsekwencji – nierówną pracą mięśni, a przez to zwiększeniem się skrzywienia. Jak już z pewnością zgadliście, po powrocie do zdrowia, po około tygodniu i skolioza wróciła do normy.
Obecnie cierpię na najpewniej podagrę, co wspomniałam na facebook’u. To sprawia, że utykam i mięśnie nie pracują jak powinny. Niestety podagra dotknęła tę samą nogę, co miałam na niej niegdyś gips (i w której ucierpiała mi kostka), który niechybnie przyczynił się do pogłębienia mojego skrzywienia. Dlatego, przewidywalnie, zauważam, pogłębienie się skoliozy.
Na szczęście ból powoli ustępuje, wracam do biegania i normalnego chodu, i już czuję poprawę :).

Jak napomknęłam parokrotnie, mam tak utrwaloną poprawną postawę, że na obecnym etapie są to niegroźne wahania, które, wiem, że przemijają. Nie odczuwam przy tym bólu, a jedynie osobliwy dyskomfort. Mimo to się pilnuję – moja skolioza nie śpi, i tylko czeka na sposobność do ataku, a ja ani myślę zaprzepaścić to, co osiągnęłam.

No więc – cóż takiego robię, że skolioza jest stabilna?

Na pierwszym miejscu postawiłabym aktywność fizyczną.
Jestem bardzo aktywna. Czy też – bardzo ruchliwa. Nawet jak z wypiekami na policzkach piszę wpis bądź zajmowałam się swoją książką, co jakiś czas muszę wstać i się poruszać. Zresztą, to zalecam każdemu, czy ma skoliozę, czy zdrowe plecy. Siedzenie cały dzień dla nikogo nie jest zdrowe.
O dziwo, wyrobiłam w sobie ten nawyk przez… nietolerancję glutenu. Otóż, kiedy jeszcze jadłam gluten, notorycznie bolały mnie oczy. Byłam pewna, że są słabe i wrażliwe, i musiałam dawać im przerwę od patrzenia w monitor. Teraz już nie bolą, ale nawyk odchodzenia od komputera i gimnastykowania oczu pozostał.
Na szczęście poszłam pobiegać przed opublikowaniem tego wpisu i to uprzytomniło mi, że bieganie coraz bardziej staje się moim faworytem :). Odkąd nauczyłam się biegać nie od pięty, a przodu stopy, zauważam niesamowity wpływ biegania na płaskostopie – wzmacnianie osłabionych mięśni, w których po bieganiu mam zakwasy. A poprawa w płaskostopiu przekłada się na ułożenie miednicy, a to – na kręgosłup.
Nie mogę się też doczekać, aż przeminie moja podagra (na szczęście zaczyna być w odwrocie!) i wezmę się w swoim zakresie za ćwiczenia na płaskostopie.

Na drugim – ćwiczenia siłowe.
Unikałam ich przez dziesięć lat, przekonana, że przez skoliozę nie mogę dźwigać nic cięższego. I plecy jak bolały, tak bolały, niezależnie, jak na nie chuchać i dmuchać.
W końcu nie wytrzymałam i postanowiłam dać szansę swojemu marzeniu – zapisać się na crossfit. Zaryzykowałam i…
Ból zniknął jak kamfora.

Dla tych, którzy nie śledzą mnie na facebook’u: w tym tygodniu, po raz pierwszy w swoim życiu, podniosłam 100kg w martwym ciągu.
Przy mojej wadze (55-60 kg) jest to nie lada wyczyn, zwłaszcza na dość krótki staż z martwym ciągiem (8 treningów). Skąd takie silne plecy przy s k o l i o z i e. Sama jestem tym jeszcze dość zdumiona. A plecy mają się doskonale i myślami gdzieś tam się już zapuszczam ku 2-krotności masy swojego ciała… No dobrze, skłamałam.
Nawet nie nieśmiało, bo łakomie i pewnie wytyczyłam sobie kurs na 150 kg.
I Wy mi w tym pomagacie.
Jak myślę, ile taki przykład, jaki… dam, w przyszłości, znaczy w przypadku skoliozy, daję z siebie jeszcze więcej i więcej. Już nie dla siebie i satysfakcji, ale dla Was.
Martwy ciąg to mój absolutny ulubieniec i będzie to pierwsze z ćwiczeń, jakie poddam analizie już niebawem, i dostarczę Wam (a także sobie) źródeł naukowych.

Jako trzecie – nie siadam od razu po ćwiczeniach.
W sumie nie zamierzałam o tym wspomnieć, bo nie zwracałam na to uwagi, ale przyszło mi na myśl, jak dumałam, co jeszcze mogę napisać na temat swoich metod.
Nie wiem, czy to ma znaczenie. Czuję jednak, że ma. Siedzenia przy komputerze nie uważam za dobre dla swoich (i nie tylko!) pleców, i po ćwiczeniach ruszam się jeszcze, by mięśnie zastygły w tej “dobrej” pozycji. Mam jakieś poczucie, że jakbym usiadła zaraz po ćwiczeniach, to mięśnie by zastygły w tej bardziej krzywej… czy też mniej prostej pozycji przed komputerem.

Czwarte – codzienne czynności.
Tu trochę czasu zajęło mi ich wyłapanie i skorygowanie. Zauważyłam, że jak nalewam wodę z czajnika – opierałam rękę o biodro i stałam krzywo. Jak wyrzucałam coś do kosza na śmieci – stawałam jakoś dziwnie pod kątem miast prosto. Przyklękając – zawsze na jedną i tę samą nogę. Przeglądając internet – podpierałam brodę jedną i tą samą ręką. Wychodząc z wanny – zawsze tą samą nogą. Zdejmując bluzkę – zawsze wyginając się w ten sam sposób, wypychający mojego garba. Zasiadając przy komputerze, zawsze z prawej strony, przy siadaniu wypychając i tak już wysunięte biodro. Zakładając buty – zawsze uklękając na jedną z nóg, a stojąc na jednej nodze – przy prawej zawsze podpieram się lewą ręką o ścianę.
To ostatnie zauważyłam ostatnio i zdumiałam się, jak dziwaczną pozycję przyjmuje moje ciało – i w tym miejscu płynnie przechodzę do wg mnie niezmiernie istotnej kwestii.

W którymś z artykułów (teraz nie mogę go znaleźć, ale jak to zrobię, zedytuję wpis i wstawię do niego odnośnik) nawet natknęłam się na stwierdzenie, że żadna metoda nie odniesie efektu, jeśli nie wyrobi się prawidłowych nawyków. No bo jak ma pomóc 1 godzina ćwiczeń, jak przez pozostałe 23 będzie się przyjmowało postawę pogłębiającą skoliozę?

Na nieszczęście, kiedy ja się rehabilitowałam, nie miałam dostępu do tego typu informacji. Zaadresowane było samo skrzywienie.
Na szczęście byłam na tyle zawzięta, by osiągnąć jak największe efekty, że maniakalnie kontrolowałam swoją postawę i starałam się przyjmować taką, w której czułam, że ograniczam skrzywienie, a przynajmniej – nie przyczyniam się do jego pogłębiania.

Nie jest to takie dziwne. Katharina Schroth opracowała metodę (nazwaną jej nazwiskiem), bez żadnej wiedzy medycznej, posługując się jedynie dwoma lustrami naprzeciw siebie… w oborze.
Oczywiście nie porównuję się do kogoś tak znamienitego :). Zaznaczam jedynie, że jest to możliwe.
W pełni uświadomiłam sobie swoje wybiegi dopiero w toku prac nad blogiem.

W wypracowaniu dobrych nawyków niezmiernie pomógł mi zryw na rozwijanie obu półkul mózgowych, a więc wykonywanie wszystkich czynności drugą ręką/w inny sposób. Wtedy zauważyłam, że są angażowane, przyjemnie (przyjemnie, że naprostowujące moje plecy), inne mięśnie i tak samo dostrzegłam, jak krzywo wykonywałam wszystko wcześniej. Może, drodzy skoliotycy, kojarzycie to uczucie, że poznajecie, jaki ruch współgra ze skrzywieniem, a jaki je koryguje.

Tak po prawdzie to uważam przerwanie złych nawyków za kluczowe – a tu sięgnę po teorię błędnego koła skoliozy (ang. vicious cycle of scoliosis – ależ ta nazwa brzmi!) oraz źródeł naukowych.

Dotąd, kiedy rozmyślałam o skoliozie, widziałam ją jako takie perpetuum mobile – kiedy jedne mięśnie są skrócone i spięte a przeciwne nadmiernie rozciągnięte i słabe, to logiczne, że jeśli nie zaingeruje się w takie ich działanie, będą tylko odpowiednio coraz bardziej się skracały i spinały, i rozciągały oraz słabły.
Dywagowałam na ten temat w poprzednim wpisie o skoliozie po zakończeniu wzrostu – i jak to zwykle bywa, dzień później natknęłam się na artykuły nazywające to zjawisko wprost – błędny kołem ;). Najlepsze jego przedstawienie znalazłam na stronie Advance Physical Therapy.
Moja laicka logika okazała się trafna, niemniej jest więcej czynników, które składają się na owo błędne koło skoliozy, a są nimi:

– grawitacja – wiąże się z asymetrycznym obciążeniem, jakiemu poddawany jest kręgosłup, zwłaszcza, że przy skoliozie ośrodek ciężkości przenosi się z środka w stronę łuku skrzywienia (możecie zobaczyć to tutaj, na stronie Scoliosis Treatment Alternatives)

– dysbalans mięśniowy – to, co już wspomniałam, iż mięśnie po stronie wypukłej są nadmiernie rozciągnięte, a przez to słabe, natomiast po wklęsłej skrócone i nadmiernie spięte; jeśli dalej pracują w taki sposób, rozciągnięte mięśnie nie są w stanie zrównoważyć działania coraz bardziej się skracających i napinających mięśni po przeciwnej stronie; na dodatek są one przyczepione do kości, których ułożenie dodatkowo intensyfikuje pracę mięśni, wskutek czego te jeszcze bardziej wpływają na kości (no przyznajcie sami – istne sprzężenie zwrotne dodatnie!)

– oddychanie – oddychanie zachodzi cały czas i jeśli klatka piersiowa zaczyna zmieniać kształt wskutek postępującej skoliozy, dalsze oddychanie ją pogłębia (powietrze przemieszcza się tam, gdzie opór jest najmniejszy)

– mapa ciała – mózg przechowuje taką mapę ciała, by wiedzieć, gdzie ciało znajduje się w przestrzeni. Jeśli w taką mapę… wkradnie się zmiana/błąd, jak np. przy skoliozie, z czasem mózg zaczyna traktować krzywą postawę jako normalną i jest przekonany, że ciało jest proste, a środek ciężkości znajduje się pośrodku, a nie, jak w przypadku skoliozy, z boku.
Sama tego doświadczam, widząc siebie w lustrze, jak zdejmuję prawego buta. Bo i zawsze unikałam ćwiczeń na równowagę… bo mi nie wychodziły. Na szczęście i to się zmienia.
Rola mózgu jest pięknie opisana w artykule na Scoliosis Treatment Alternatives na temat przeprogramowania swojego mózgu, by wpłynąć na skoliozę.
Ooch, czy jak to czytacie, to nie czujecie radosnego dreszczu ekscytacji? Jak się na to natknęłam, aż coś zatrzepotało mi w piersi. Temat jest niezmiernie interesujący i będę go zgłębiać z przyjemnością.

– chód – zaburzenie rozłożenia ciężaru wpływa na chód, a tym samym chód pogłębia nierównomiernie obciążenie kręgosłupa oraz dysbalans mięśniowy.

Na razie jestem w trakcie research’u, ale już teraz mogę Wam powiedzieć, że są metody, które kładą nacisk na korygowanie postawy (Lyon, SEAS, Schroth).

I aż się we mnie gotuje, jak czytam takie po prostu BZDURY, że u dzieci przyjmowane pozycje nie mają żadnego znaczenia czy wpływu na wykształcenie się skoliozy… Jak mogą nie mieć w przypadku dopiero kształtujących się organizmów dzieci, skoro mają w mojej utrwalonej już, skorygowanej skoliozie! I skoro ta kwestia jest adresowana w leczeniu skolioz zarówno dzieci, jak i dorosłych.
A po co zwraca się uwagę “nie garb się!”, jak dziecko się garbi, siedząc? Bo jak będzie siedzieć tak długo, przygarbione, może dostać garba.
Tak samo siedzenie dziecka godzinami przed komputerem, w jakiejś pokracznej pozycji równie dobrze może przyczynić się do powstania skoliozy.

***

Praca nad blogiem okazuje się mieć dla mnie pozytywne skutku uboczne (:)). Mianowicie, uświadomiła – i wciąż uświadamia – mi własne niedociągnięcia.
Dla przykładu, nie jestem w stanie rozciągnąć mięśni z lewej strony szyi. Jak się zaparłam, nagięłam się tak bardzo, że potem przez tydzień nie mogłam była ruszać głową. Nie umiem również napiąć lewego bicepsa. Dosłownie jakbym nie miała tam mięśnia. Czuję wszystkie inne, a tam jakby nie było nic. Dotąd nie zwracałam na to uwagi… Teraz zamierzam to zmienić 🙂

Dotychczas miałam w głowie przeświadczenie, że z moją skoliozą nic się już zrobić nie da. A raptem przeprowadziłam dochodzenie nt skoliozy u dorosłych i dowiedziałam się, że i po zakończeniu wzrostu można skorygować skrzywienie… W związku z tym mogę zawalczyć o jeszcze więcej.

Jak będę mieć na to pieniążki, ponownie oddam się rehabilitacji – z niechybnie dobrymi efektami :).

2 thoughts on “Skolioza po zakończeniu wzrostu – ja.”

  1. 3mam kciuki 😉 ja też się teraz wzięłam za siebie, jestem już umówiona z fizjoterapeutą, który sądzi, że u dorosłych również da się coś ruszyć 🙂 Pozdrawiam

    1. Super! A w razie pozytywnych efektów współpracy byłabyś zainteresowana podzieleniem się z nami takimi wspaniałymi wieściami? 🙂

Dodaj komentarz