Skolioza a ograniczenia. A może to Ty je na siebie nakładasz?

magiczne metody motywacja

Korespondując z jednym z Was, drodzy czytelnicy mojego bloga, naszła mnie pewna myśl, a z tym pomysł na dzisiejszy wpis.

Ta osoba mianowicie lubi jeździć na rolkach i nartach, boi się jednak, że upadki, które w przypadku obu tych sportów czasem się zdarzają, mogą być szkodliwe w przypadku skoliozy.
Przy czym nie ma to znaczenia, czy chodzi o upadki, czy samą jazdę na rolkach, czy nartach, czy grę w tenisa, czy siłownię – jestem przekonana, że każdy z nas ma swój własny strach, jaki indukuje skolioza.

Bo tym, co ma tu znaczenie, jest to, że z góry nakładacie – nakładamy, wszak i ja to robiłam – na siebie ograniczenia. “Bo mam skoliozę i nie wiem, czy mogę… Boję się, że…”

Kochani.
Nie bójcie się.

Nie istnieje uniwersalna zasada znajdująca zastosowanie dla wszystkich. Nie ma najlepszej metody. Nie istnieje coś takiego jak najlepsze ćwiczenie.
Ba, skolioza to sprawa tak indywidualna, że nawet dwie identycznie skoliozy, identycznie prowadzone, mogą mieć kompletnie inny przebieg.

Może się okazać, że akurat Wam dana rzecz będzie służyć, choćby wszystkie badania na świecie w każdym przypadku dowodziły, że owa rzecz wprost MUSI szkodzić. Dopóki nie spróbujecie, to się nie przekonacie. Słuchajcie swojego ciała i je obserwujcie. Jeśli czujecie, że coś Wam służy – np. pływanie – choćby wszyscy, kogo znacie i każde słowo w internecie głosili, że pływanie szkodzi – to pływajcie.
Bo i no, wiecie, zwykle najgłośniej krzyczą Ci, którym coś zaszkodziło.

Jeśli ewidentnie zauważycie, że coś Wam szkodzi, wtedy będziecie myśleć. Do tego momentu… Cieszcie się życiem.
Dajcie sobie na to w ogóle szansę, a nie dławcie w zalążku już sam zamiar.

Skolioza sama w sobie i tak jest ograniczeniem. Nie pozwólcie, by zabrała i to, co lubicie robić albo by zabrała Wam sprzed nosa to, po co dopiero co sięgaliście… Bo w tym wypadku to Wy byście to od siebie dyskretnie odepchnęli, a potem buczeli na niedobrą skoliozę, że wszystkiego Wam zabrania.

Jest w nas bowiem, w ludziach, coś takiego, że zdarza się, że podświadomie sami osuwamy się nieszczęście i warczymy na każdą próbę wygrzebania nas stamtąd. Bo w takim obskurnym, ale w pewien sposób przytulnym dołku własnej beznadziejności jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności; podejmowania trudu, by cokolwiek zmienić; no bo, przecież, mamy skoliozę i nie możemy tego, tego, tamtego, a i jeszcze tamtego, i w ogóle moje życie jest do dupy, a inni to są szczęśliwi, wolni od problemów, no, po prostu jak świeżo zdjęci z obrazka z Instagrama.

Nie twierdzę, oczywiście, że skolioza w ogóle nie wpływa na życie, bo niestety wpływa. Są rzeczy, których być może nie będziesz mógł robić. Ale może są inne, które czekają na to, by ich spróbować.

Bądźmy ze sobą szczerzy.

Dodaj komentarz