Przepiękne świadectwo Asi.

inspirujące przypadki

Szalenie szanuję osoby, którym skolioza generalnie nie przysparza problemów, a które mimo to, choć mogłyby to olać, to udzielają się na grupach związanych ze skoliozą, i dają sobą przykład, że to jak najbardziej możliwe. A co to jest “to”?
Właśnie to:

Mieć duże skrzywienie, nie przebyć operacji, i mieć wspaniałe, wartościowe życie.

Taką osobą jest właśnie Asia.

Z tym że Asia poszła jeszcze o krok dalej; nie tylko zgodziła się ze mną porozmawiać i opublikować swoje doświadczenia ze skoliozą, ale także zamieścić jako dowód swoje zdjęcia.

Tego na blogu jeszcze nie było!

Bo dotąd można by wręcz posunąć się do podejrzenia, że jestem zwyczajnym kłamcą; piszę o tych wszystkich ludziach, których równie dobrze mogłabym sobie pozmyślać. W końcu pisałam książkę, dalej nad nią pracuję i nie ukrywam, że wymyślanie postaci jest bardzo lubianym przeze mnie zajęciem. Ba, ekscytuję się, gdy ktoś nowy, fikcyjny, się pojawi.

Koniec już jednak tej dygresji. Bohaterką dzisiejszego wpisu – a także na zawsze moją i zaraz Waszą – jest Asia, i to jej oddaję głos.

***

Moja historia z chorobą zaczęła się razem z moimi narodzinami.

Lekarz stwierdził lekką asymetrię, lecz na wizytach u ortopedów moja mama usłyszała tylko, że nic mi nie jest i żeby kontrolować kręgosłup raz na rok.
W wieku 3 lat lekarz rodzinny zauważył asymetrię łopatek, lecz nadal nie zostałam skierowana na rehabilitację.

W przedszkolu nosiłam wkładki ortopedyczne zlecone bez rtg, jedynie na podstawie mierzenia nóg. W 4 klasie szkoły podstawowej nauczyciel wychowania fizycznego jako pierwszy zauważył u mnie poważny problem i od tej pory zaczęliśmy jeździć z rodzicami po całej Polsce w poszukiwaniu dobrego lekarza. Na początku miałam zleconą rehabilitację, następnie masaże, 3 różne gorsety, gimnastykę, lecz skolioza dalej postępowała.

Rok 2008
Rok 2008
Rok 2008
Rok 2009
Rok 2009
Rok 2011 (wiek 15 lat)

Teraz mam około 90/90 stopni.

Lekarz z Wrocławia zakwalifikował mnie do operacji.
Ja jednak czuję, że nie jest mi ona bardzo potrzebna.

1,5 roku temu urodziłam córkę siłami natury, bez zbędnych problemów. W ciąży czułam się idealnie.
Codziennie pracuję po 8 godzin na nogach i nie mam z tego powodu dolegliwości. Czasem, gdy dużo dźwigam, to wieczorem boli mnie kręgosłup, ale tylko, gdy chwilę posiedzę. Lubię sport i nie potrafię z tego zrezygnować. Nie mam problemów z oddychaniem, a mój garb wcale nie jest widoczny.

Teraz

Dodam jeszcze że codziennie noszę moje kochane 11 kg, czasem po kilka godzin bez przerwy.

***

Jest to jedna z najkrótszych relacji, jakie zamieściłam. Idealnie jednak, dzięki temu, odzwierciedla samo podejście Asi do swojej skoliozy: była, jest i będzie, i nad czym się tu rozwodzić, skoro ma się wszystko, czego trzeba.

Pamiętajcie: to od Was zależy, czego Wam trzeba. Operacja i proste plecy nie zawsze tym jest. Warto się nad tym zastanowić i prawda może być bolesna, że to tylko i wyłącznie my uparcie odgradzamy się skoliozą, jakby ta była jakąś tarczą, od szczęścia, które naprawdę możemy mieć.

Skolioza może być nawet wymówką, by nic nie robić; o, jacy my biedni jesteśmy, krzywi, brutalnie odcięci od realizacji marzeń.

Asiu, Tobie już dziękowałam prywatnie, ale zrobię to jeszcze raz, bo jest to dla mnie dotąd najbardziej wzruszająco-budujący wpis, jaki opublikowałam. Jeśli wywołać ostatnie z Twoich zamieszczonych tu zdjęć i przypiąć sobie do lodówki, już chyba nigdy nie straciłoby się w życiu motywacji i poczucia szczęścia z tego, co jest.
Ja się nie mogę napatrzeć :).

 

Dodaj komentarz