O mnie

Cześć, jestem Agata :).
Dla Ciebie jednak, przede wszystkim, jestem osobą, która bezoperacyjnie wygrała – dosłownie wygrała – ze skoliozą.

Na początku swojej przygody z blogiem, wskutek bezowocnych poszukiwań uznałam, że jestem jedyna, której się to udało – a na pewno po polskiej stronie internetu.
Bo gdzie jesteście Wy, Wy wszyscy, którzy wygrali ze skoliozą? Nie wierzę, że Was nie ma. Szukałam i szukałam, ale się ukrywacie.
A w obecnych czasach, jak nie ma Cię w sieci, w pewien sposób nie istniejesz. Przykro mi. Że milczycie o swoim sukcesie.

Bo tym sprawiacie, że chowacie przed innymi, szukającymi ratunku, szansę na uniknięcie operacji.

Zdążyłam się już przekonać, że na polskich stronach królują informacje nieaktualne albo mylne. Bo, wybaczcie, ale poradnikzdrowie, zdrowie tvn czy tipy interia to nie są rzetelne źródła… Tak samo artykuły sprzed, powiedzmy, siedmiu lat, nie mogą być źródłem wiedzy. Siedem lat w medycynie to czasami przepaść!
I jak na początku celem mojego bloga miało być nastrzyknięcie Was motywacją i pokazanie na swoim przykładzie, że tak, da się wyprostować, nosząc gorset ortopedyczny i wykonując ćwiczenia, tak teraz – doszło do tego jeszcze usystematyzowanie wiedzy nt skoliozy, zebranie jej tu, w oparciu w dużej mierze o zagraniczne źródła, co ważne – źródła naukowe.
Bo, wierzcie, jest coraz więcej doniesień, że nieoperacyjne metody przynoszą efekty, czasami wprost nieprawdopodobne.

Tuż przed opublikowaniem bloga, przeszukałam internet za podobnymi sobie przypadkami.
Za rozsądny zasięg poszukiwań uznałam 10 stron w wyszukiwarce – tyle normalny człowiek byłby skłonny przejrzeć. To, co znalazłam, mnie wprost zaniepokoiło.
Wyniki były pojedyncze i większość blogów szybko pozamierała. Wszystkie traktowały o operacji. Z ostatniego roku tylko dwa dalej funkcjonują. Wszystkie inne blogi o skoliozie zawierają suche formułki i porady medyczne. Na którejś ze stron wyszukiwania pokazało mi się już nawet tłumaczenie słowa “skolioza” z bab.la…

Co więcej, w trakcie moich poszukiwań niemal potykałam się o “skoliozy nie da się wyleczyć… jest chorobą progresywną… leczenie gorsetem ma na celu tylko zahamowanie postępu choroby…” powtarzającymi się jak jakaś koszmarna mantra.
Na jakimś forum dowiedziałam się ponadto, że przy 30-stopniowym skrzywieniu nie ma szans na poprawę. Cóż, jak na przekór temu wszystkiemu, moje wynosiło stopni 38,5, a więc byłam na skraju stołu operacyjnego. Na dodatek nosiłam ten bezużyteczny gorset a mój lekarz powtarzał, że moja skolioza jest wyjątkowo waleczna.

A tu – wyprostowałam się do 24 stopni.
Jakaś łaska boża? Szczęście? Przypadek? Udało mi się?
Nie.
Zapracowałam na to. Ciężko, dzień po dniu, przez lata.

I tak, po dziś dzień, po 5 latach od zakończenia leczenia, nie mam żadnych problemów z kręgosłupem. Powtarzam: żadnych. Nie, nie bolą mnie plecy. Tak właściwie to – jak i sobie przy tej okazji uprzytomniłam – nie bolą mnie w ogóle. W ogóle.
To rozkoszne, cudowne, niesamowite.

Ekscytuję się tym, bo każdy powinien móc żyć w pełni i spełniać swoje marzenia, a nie potykać się o swoje ograniczenia, będąc skrępowanym prętami. Teraz możesz nie widzieć tego, co stracisz, jeśli się poddasz; ale ja to widzę ze swojego miejsca, patrząc wstecz; widzę marzenia, jakie spełniłam, a na jakie mogłabym tylko patrzeć zza prętów przyśrubowanych do mojego kręgosłupa.
Już tu jesteś, czyli szukasz sposobu na uniknięcie operacji. Bardzo ważny krok masz więc za sobą. Tym, czego Ci brakowało, był dowód na to, że warto podjąć tę nieraz straszną, nierówną walkę, a więc – ja.

A ja – pokażę Ci, jak tego dokonałam. Zapraszam Cię na przechadzkę przez lata moich zmagań ze skoliozą.
Dysponuję bowiem bezcennym materiałem w postaci mojego starego bloga o skoliozie. A więc nie tylko odgórnie opiszę swoje przeżycia, zatarte przez upływ czasu, mądra teraz i silna, ale razem z Tobą przeżyję wszystko na nowo. Bo wtedy nie byłam sobą teraz – wtedy byłam młoda, zagubiona i mogłam liczyć tylko na siebie. Tak; żadna metoda leczenia by nie zadziałała, gdyby nie j a i moja ciężka praca. Nie miałam najlepszych specjalistów, kliniki. Ba, prowadzących mnie lekarzy z ledwością można znaleźć w sieci.

I teraz widzę, że terapia, jakiej ja byłam poddana, była wręcz prymitywna w zestawieniu z dostępnymi teraz. Z moim zapałem i zaangażowaniem, przypuszczam, że zeszłabym i jeszcze 10 stopni mniej, gdybym była teraz nastolatką ze skoliozą.

Dlatego Ty też, tym bardziej, możesz zmienić siebie.

Podejmij walkę o życie bez bólu i bez ograniczeń.