Jeszcze jedno świadectwo Weroniki

inspirujące przypadki motywacja

Tyle razy napotykałam na mur, próbując porozumieć się z osobami, które z pewnymi sukcesami zmagały się ze skoliozą, a odmawiały podzielenia się tym z innymi! Przyznaję, to jak taki kubeł wody, bardzo skutecznie studzący wszelki zapał.
Na szczęście są jeszcze osoby, które nie dość, że nie odmawiają, to jeszcze ochoczo same piszą i chcą się podzielić z innymi, pomóc im, dodać sił, wiary…

Taką osobą jest Weronika, którą znacie z tego wpisu.
Niedawno napisała do mnie taką oto wiadomość:

„Dzień dobry, ostatnio sobie myślałam i stwierdziłam, że napiszę do Pani. Przez to, że zmieniłam szkołę, zmieniło się tak jakby moje podejście do skoliozy, zmieniłam też nawyki co do niej. Myślę, że tym mogłabym się podzielić z innymi.”

I tak też uczyniła, i oto, przed Wami, kolejna porcja otuchy od Weroniki.

***

Nowa szkoła, nowe wyzwania, nowy etap w życiu.
Coś nowego.
Czas na liceum, czyli właśnie ten nowy rozdział przede mną. Czyli o wiele mniej czasu na, tak po prawdzie, wszystko. O wiele więcej nauki niż w gimnazjum, a więc – o wiele mniej czasu, aby ćwiczyć i walczyć ze skoliozą.
Staram się, ale codzienność często nie pozwala; dopada zmęczenie i brak sił :(((
Ale zawsze próbuję znaleźć chociaż chwilę na wykonywanie ćwiczeń, ktore mam zlecone.
Często jednak się nie udaje.
Wcześnie wstać, szybko wyszykować się, i do szkoły, a po powrocie chwila odpoczynku i dalej nauka.

Oczywiście cały czas mam zwolnienie, całoroczne, z zajęć wychowania fizycznego. W szkole kilka razy juz zemdlałam przez wypadające kręgi w odcinku szyjnym. Jest to, niestety, już codzienność.
Na szczęście sama już mniej więcej jestem nauczona, jak sobie z tym radzić, jak sobie pomóc. Wie też to nowa klasa. Już, niestety, mieli okazję tego doświadczyć. Ale że wiedzą, co robić, mogę powiedzieć, że czuję się całkowicie bezpieczna.
Wiedzą o skrzywieniu, bo nie zauważyć go się nie dało.
Ale mogę liczyć na ich wsparcie. Tak samo, w dalszym ciągu, mam wsparcie w rodzinie 🙂
Co więcej, sama zmieniłam swoje podejście do skoliozy. Nie traktuję jej już jako takiej… poważnej choroby. Tak jakbym się z nią zaprzyjaźniła… Zaczęła żyć z nią w zgodzie.

Gorset tak po prawdzie towarzyszy mi już tylko w nocy, a i zdarza się, że i w nocy go nie mam.
Na razie ten proces odbywa się bez większych bólów kręgosłupa czy innych niepokojących objawów. Pamiętam, że jak w tamtym okresie nie byłam w gorsecie, to barki i kręgosłup trochę mnie bolały; teraz nie odczuwam żadnego bólu, nawet najmniejszego.
Nie wiem, jaki to ma wpływ na zachowanie się kręgosłupa, ale mam nadzieję, że nic złego się nie dzieje. Na razie nie byłam na RTG, żeby sprawdzić, jak ten kręgosłup się teraz trzyma.

Na co dzień staram się stosować do zaleceń, jakie dostałam, a więc siedzieć w określony sposób, na podkładce o szerokości 1 cm, utrzymując lewe ramię w górze.

Dalej jeżdżę na metodę FED, ale o wiele rzadziej. Mimo tego daję radę na tych aplikacjach; nawet po 3 miesiącach daję radę osiągnąć aplikację o sile nacisku 90 kg. Czuję się po nich bardzo dobrze, o wiele lepiej mi się po nich oddycha i nic mnie nie boli.

Bez tej metody i przy samych, nie za częstych zresztą, ćwiczeniach w domu, czuję się dobrze; aczkolwiek nie da się ukryć, że lepiej oddycha mi się po aplikacjach FED.

***

Na wypadające kręgi Weroniki nie ma ratunku.
A na moje pytanie, jak się przedstawia przyszłość z nimi i czy da się na to coś zaradzić, odparła:

„Po prostu trzeba uważać na siebie, nie siedzieć przy otwartym oknie i tym podobne.
A to będzie ze mną zawsze, to tak jak ze skoliozą.
To jest jak przyjaciółka, będzie zawsze, niezależnie od wszystkiego i może zrobić ci na złość zawsze.”

Co za dzielna, wspaniała dziewczyna, czyż nie? <3
Jak dobrze, że jest.

Dodaj komentarz